Kolejny trzydziestopięciostopniowy dzień.

Wielka Brytania topi się na słońcu. I tak będzie do końca przyszłego tygodnia. Pięć milionów ludzi mogłoby zapomnieć o podlewaniu swoich ogrodów po wprowadzeniu zakazów używania węży ogrodowych w południowej i wschodniej Anglii po podjęciu decyzji przez cztery przedsiębiorstwa wodociągowe.

Gorący.

W czwartek temperatura po raz pierwszy przekroczyła 34°C. Nie, ósmy raz z rzędu. Pobiliśmy stary rekord siedmiu dni, który obowiązywał od 1976 r. W piątek w Coton-in-the-Elms zanotowano najwyższą temperaturę wynoszącą 34,7°C, co dało nam dziewięć kolejnych dni. Liczba ta stale rośnie.

I myślisz, że spanie w taki upał jest łatwe?

Zeszłej nocy pięć społeczności doświadczyło tak zwanych „nocy tropikalnych”. Oznacza to, że rtęć w termometrach nie spadła poniżej 20°C, podczas gdy wszyscy inni pocili się przez poduszki.

Wszyscy mówią o uldze w weekend. Wschodni wiatr może nieznacznie zmniejszyć wilgotność. Może. Agencja Bezpieczeństwa Zdrowia nie pozwala jednak nikomu odetchnąć, a żółte i pomarańczowe ostrzeżenia pozostają aktywne na dużych obszarach Anglii aż do niedzielnego wieczoru.

Zobaczmy, gdzie paliło się najbardziej.

W czwartek w Wisley w Surrey temperatura wynosiła 35,5°C. Jest to wartość szczytowa dla obecnej lipcowej fali upałów.

Ale reszta kraju też nie jest odporna.

W Walii w Cardiff temperatura wynosiła 31,3°C. W Szkocji w Charterhall – 29,3°C. W Irlandii Północnej w Kilowen – 27,5°C. Londyn nie jest sam, który odczuwa skutki.

Lista miejsc, w których odbywają się „noce tropikalne”, przypomina lekcję geografii z południa:
– Heathrow, Londyn: 21,3°C
– Chippenham, Berkshire: 21,2°C
– Kenley, Surrey: 20,6°C
– Cape St Catherine, Isle of Wight: 20,5°C
– Norfolk, Londyn: 20,3°C

Do piątku „silnik cieplny” przesunął się na zachód. Oczekuje się, że w Berkshire, Wiltshire i Hampshire, a także w części Oxfordshire i wschodniej Walii temperatura osiągnie 34, a nawet 35°C. Front atmosferyczny przesuwa się na północ. Nadchodzi wiatr. Wnętrza nie przypominają już piekarników. Ale tylko nieznacznie.

Czy padają absolutne rekordy? Nie.

Absolutne maksimum wynoszące 40,3°C, odnotowane w 2022 r., nie jest tu zagrożone. Ale stabilność sama w sobie jest potworem. Met Office potwierdziło, że w samym 2026 roku osiągnęliśmy już osiem dni z temperaturami wynoszącymi 34°C lub więcej.

Dwa w maju. Cztery w czerwcu. Dwa w czasie obecnej fali upałów. Piątek przynosi dziewiąty dzień. To więcej niż w 1976 r. i więcej niż w 2020 r. według tego konkretnego wskaźnika. Teraz wydaje się to trudniejsze właśnie ze względu na czas trwania.

Pamiętacie czerwiec? W Norfolk było wówczas 37,7°C, a my biliśmy rekordy na lewo i prawo. W Cardiff odnotowano 35,9°C. Irlandia Północna osiągnęła 30,8°C. Szkocja była bliska swojego rekordu z 1893 roku. Teraz po prostu przenosimy lipcowy odpowiednik. Nie można tego porównać z szesnastoma kolejnymi dniami, w których temperatura przekraczała 30°C w 1976 r., ale nikt nie zapytał, czy tak było. Prosimy tylko o zaprzestanie tego.

Przedsiębiorstwa wodociągowe wpadają w panikę. Albo po prostu pragmatyczny. Cokolwiek.

Firma Anglian Water wprowadziła pierwszy od dziesięciu lat zakaz używania węży ogrodowych od godziny 01:00 brytyjskiego czasu letniego w sobotę. Firma Southern Water zakazała używania wody do nawadniania w milionie domów w Hampshire i na Isle of Wight. Woda południowo-wschodnia ogranicza dostawy. W czwartek Cambridge Water ogłosiło swój pierwszy zakaz od trzydziestu lat.

Dlaczego?

Deszcze nigdy nie nadeszły. Wiosna 2026 roku przyniosła o 14% mniej opadów niż średnia w całym kraju, jednak ich rozkład był wyjątkowo nierównomierny. Północna Anglia otrzymała 90% wymaganej normy. Południowa Anglia? Pięćdziesiąt procent.

Suffolk otrzymało tylko jedną trzecią normalnych sezonowych opadów. Kent, Essex, Cambridgeshire, Londyn – wszystkie oscylują wokół ponurych liczb 30–35%. Sucha gleba pochłania wszystko, co spada z nieba. Nic nie wpływa do rzek. Zbiorniki opróżniają się.

„Problemem nie jest tylko słońce”.

Dodaj pyłek do mieszanki. Dużo pyłku.

Zwykle głównym winowajcą jest pyłek traw, ale obecnie aktywność chwastów wzrasta. Przepis na cierpienie jest prosty: upał, brak wiatru i deszczu, który zmywałby zarodniki. Pyłek gromadzi się w powietrzu, aż staje się fizycznym obciążeniem dla płuc.

Wtedy w końcu nadchodzi wiatr. Od wschodu w piątek.

Lekki wiatr nie tylko chłodzi. Transportuje alergeny na duże odległości. Dla alergików upalne dni są już złe. Uciążliwe noce są jeszcze gorsze. To połączenie zamienia zwykły letni dzień w test wytrzymałości.

Czekamy na weekendowy powiew.

Mam nadzieję, że ochłodzi asfalt.

Ale przyszły tydzień znów zapowiada się gorąco.