Liczby wyglądają przerażająco. Średni poziom testosteronu u mężczyzn zmniejszył się o połowę w ciągu ostatnich 50 lat. Nie zeszło ani trochę. Dwa razy.
Naukowcy twierdzą, że stoimy w obliczu kryzysu męskiej płodności. I szczerze? Dowody nie są aż tak subtelne.
Nie tylko ludzie są coraz grubsi. Chociaż tak. Chociaż wzrost otyłości i cukrzycy odgrywa pewną rolę, nie można ignorować ich biologicznych konsekwencji. Ale zespół badaczy uważa, że w wodzie jest coś bardziej niebezpiecznego (dosłownie). Albo w naszych murach. Albo w powietrzu.
Wskazują substancje chemiczne zaburzające funkcjonowanie układu hormonalnego. To wszystko, co zawarte jest w przedmiotach gospodarstwa domowego, z którymi mamy kontakt na co dzień. Zwracają także uwagę na globalne ocieplenie. Nie jako odrębny problem klimatyczny. A co z bezpośrednim atakiem biologicznym na męską reprodukcję?
Spadek jest zauważalny. Nie można temu zaprzeczyć. Reakcja na te dane jest, delikatnie mówiąc, niezwykle mieszana. Niektórzy kiwają głowami na znak zgody, inni chichoczą, ale większość jest po prostu cicho przerażona.
Hannah Devlin rozmawiała z Ianem Samplem o konsekwencjach. O tym, co będzie dalej. Co robisz, gdy biologia Cię zdradza w zamian za plastikową butelkę z wodą lub gorętszą planetę?
Jest brudno. To skomplikowane. Nie jest to problem, którego można rozwiązać poprzez jedzenie szpinaku.
Tracimy coś więcej niż tylko liczby na wykresie. Tracimy podstawowy poziom zdrowia, którego nie zauważyliśmy, dopóki nie zaczął zanikać, a potem było już za późno.
Gdzie więc dalej się udać? Naukowcy stawiają żądania. Potrzebują działania. Chcą, żebyśmy zwracali uwagę na chemikalia, w których dosłownie się kąpiemy. Ale to jak krzyczeć w tunelu aerodynamicznym.
Czy świat zmieni swoje nawyki?
Może. Być może nie. Ale recesja nie będzie czekać na pozwolenie na kontynuację. On już tu jest. W każdym badaniu krwi. Każde pokolenie, które wygląda na trochę słabsze, trochę bardziej kruche niż poprzednie w tym samym wieku.
Zegar tyka. I to brzmi jak cisza.
