Antarktyda pamięta to, o czym zapomnieliśmy.
Głęboko pod warstwą kłamstw ukryte są dowody na to, że nasza planeta przelatuje przez radioaktywny pył. Są to pozostałości gwiazdy, która eksplodowała dawno temu.
Zespół z Centrum Helmholtza Dresden-Rossendorf (HZDR) przedstawił przekonujące dowody w czasopiśmie Physical Review Letters. Twierdzą, że nie tylko unosimy się w przestrzeni, my poruszamy się przez specyficzną chmurę gruzu – Lokalny Obłok Międzygwiazdowy (LIC). Jest gęsto nasycony pyłem starożytnych supernowych. I mamy „czek”.
Decydującym dowodem jest żelazo-60
Żelazo-60 jest izotopem radioaktywnym. Artyleria ciężka. To nie jest coś, co można przygotować w kuchni. Jest syntetyzowany przez masywne gwiazdy przed eksplozją. Kiedy „eksplodują”, żelazo-60 zostaje wypuszczone w przestrzeń kosmiczną.
Wiemy, że miliony lat temu w Ziemię miały miejsce pobliskie eksplozje. Skamieniałości i skały osadowe noszą ślady. Ale nic nowego? Takich przypadków nie było we współczesnej historii kosmosu.
Potem ktoś sprawdził świeży śnieg.
I znalazłem tam żelazo-60. To nie miało sensu. Nie było w pobliżu eksplozji, która mogłaby to zapewnić.
„Nasza hipoteza była taka, że Lokalny Obłok Międzygwiazdowy zawiera żelazo-60” – mówi dr Dominique Coll. “Wierzyliśmy, że Słońce przez nią przechodzi, a Ziemia po prostu “zamiata” ten ślad. Ale wtedy nie mogliśmy tego udowodnić.”
Kopali dalej. Badano osady morskie w warstwach mających 30 000 lat. Żelazo-60 pojawiło się ponownie. Ale wynik był niejednoznaczny. Było za dużo szumu tła i sygnał był zniekształcony.
Potrzebna była starsza, czystsza próbka.
Odpowiedzią był lód Antarktyki mający od 40 000 do 80 000 lat. Ta sprawa nie kłamie.
Poruszanie się przez mgłę
Układ Słoneczny wpadł do Lokalnego Obłoku Międzygwiezdnego dziesiątki tysięcy lat temu. Teraz dotykamy jego krawędzi. Za kilka tysięcy lat wyjdziemy z tego. To jak jechać przez złą dzielnicę: nie zatrzymujesz się, tylko spuszczasz głowę.
Aby sprawdzić chronologię, naukowcy pobrali rdzeń lodowy z Instytutu Alfreda Wegenera. Część europejskiego projektu głębokich wierceń EPICA. Obejmował okres, kiedy po raz pierwszy weszliśmy do chmury.
Kontrast był wyraźny.
Między 40 000 a 380 000 lat temu? Na Ziemię spadło mniej żelaza-60 niż obecnie.
Oznacza to jedną z dwóch rzeczy:
- Wcześniej byliśmy w pustej „kieszeni” kosmicznej.
- Sama chmura jest niejednorodna. Gęstość się zmienia, nie jest jednolita.
Koll zauważa, że sygnał się zmienia. Szybko. W skali kosmicznej „szybko” oznacza dziesiątki tysięcy lat.
To obala inne teorie. Nie chodziło tylko o zanikanie promieniowania powstałego w wyniku eksplozji miliony lat temu. Ten pył już by zniknął. To jest świeży towar. Materiał ten jest nowością w naszym systemie.
Od ton do atomów
Logistyka była koszmarem.
Przewieźli 300 kilogramów lodu z Bremenhaven do Drezna.
Prawie całą masę przeznaczono na przeróbkę.
Co? Pozostało zaledwie kilkaset miligramów gleby. To cała nagroda.
W laboratorium Centrum Helmholtza Dresden-Rossendorf zespół wyizolował żelazo. Ostrożnie. Nie mogli sobie pozwolić na stratę ani kawałka. Aby mieć pewność, że próbka nie zaginie ani nie zostanie zanieczyszczona, jako wzorce wykorzystano beryl-10 i aluminium-26. Ich stężenia w lodzie Antarktyki są dobrze znane. Jeśli proces się nie powiedzie, znaczniki te również znikną.
Zostali. Matematyka się zgadzała.
Potem zaczęła się prawdziwa praca.
Wykrycie żelaza-60 wymaga magii. Albo przynajmniej dostęp do Ośrodka akceleratora ciężkich jonów (HIAF) na Uniwersytecie Narodowym Australii. To jedyna maszyna na Ziemi, która jest w stanie to zrobić.
Pola elektryczne. Filtry magnetyczne. Odsiewanie wszystkiego, co nie jest wagowo żelazem-60.
Z próbki składającej się z 10 bilionów atomów selekcję przeżyła tylko garstka.
Annebelle Rolufs trafnie to ująła:
“To jak szukanie igły na 50 000 stadionów piłkarskich wypełnionych po dach. Maszyna znajdzie tę igłę w godzinę.”
To jest skala, o której mówimy. Nie tylko pyłek kurzu. Podpis. Kosmiczny odcisk palca.
Anton Wallner podsumowuje to. Lata współpracy międzynarodowej stworzyły to wrażliwe „oko”. Teraz możemy dostrzec echa eksplozji, które miały miejsce miliony lat temu w skałach i lodzie pod naszymi stopami.
Nie zamierzają przestać. Następnym krokiem jest starszy lód. Przed wejściem do chmury. Ujęcie „przed”. Instytut Alfreda Wegenera przygotował już projekt Beyond EPICA – Oldest Ice.
Być może uda nam się sporządzić mapę pustki, zanim opadnie kurz.
